Jakie to były dni? Owocne.
Najpierw były wybory prezydenckie.
Wynik, który osiągnął Rafał Trzaskowski jest naprawdę dobry. Dla kandydata, który pojawił się w wyścigu o prezydencki fotel (albo żyrandol, jak ktoś woli), nawet bardzo dobry, z pewnością dający nadzieje na walkę w drugiej turze, ale zawsze w takiej sytuacji nie mogę oprzeć się wrażeniu co jest nie tak z polskim narodem, gdzie popełniliśmy błędy, że 8500000 Polaków popiera osobę legitymizującą obecne władze. Nie pojęte. Nie mają wpływu rozliczne afery, roztrwonione miliony na respiratory, których nikt nigdy nie zobaczył, nawet ułaskawienie pedofila nie ma wpływu. Nie rozumiem.
Potem były urodziny mojej córki. Ola skończyła już 25 lat, a przecież tak niedawno, można myśleć, że wczoraj leżała w sadzie, w Rupniowie, pod owocowym drzewem, tuż po narodzinach.
Wysłałem jej obrazek z telefonu, sam malowałem.
No i wreszcie odchudzanie. Nie ma co ukrywać, że idzie świetnie. Waga spada na łeb na szyję, albo właściwie na brzuch i bardzo szybko przybliża się do oczekiwanego rezultatu.
Wizja przejażdżki rowerem jest naprawdę coraz bliższa.
Kolejny mecz wygrała nawet Lechia (trzeci z rzędu)
Ale kilka dni później przegrała u siebie z Cracovią. Końcówka sezonu i tak będzie jednak ciekawa, bo w środę 1/2 finału Pucharu Polski, a potem jeszcze realna walka o 4 miejsce w tabeli, które zapewni udział w europejskich pucharach.
W najbliższą niedzielę II tura wyborów prezydenckich. To naprawdę będzie cywilizacyjny wybór. Po prostu TRZA iść.










