Ostatni dzień wolnych, i prawie wolnych, od pracy dni. Pora wracać do rzeczywistości. Sam jestem ciekaw jaka będzie ta nadchodząca rzeczywistość. Najpierw praca i zapowiadane od dawna zmiany. Jak się w tym wszystkim odnajdę?
Potem moje „doprowadzanie się”. Nie da się ukryć, że waga nie chce spadać. Jestem już pięć – sześć kilogramów poniżej planu. Planu, który wydawał mi się i tak niezbyt wygórowany. No, ale nie idzie. Muszę się nad tym bardzo zdecydowanie pochylić, przeanalizować, wprowadzić plan B. Nie mogę zmarnować dotychczasowego wysiłku, dotychczasowych zmian. Po prostu nie mogę.
No i jeszcze kwestia mieszkania. Wkręcam się w remont, odnowienie, poprawę wystroju – jak zwał, tak zwał, mieszkania. Słowo „wkręcam” jest tutaj zupełnie na miejscu. Z każdym dniem wkręcam się coraz bardziej. Jaki tego będzie finał? O tym napiszę jutro…

