święta, święta i po świętach…
Dziś na obiad była tofucznica (wiadomo – niedziela), ale hitem dodatkowym był chlebek ryżowy. Bardziej rodzaj grubego placka, pieczony 20 minut w piekarniku, z chrupiącą skórką, pysznym nadzieniem z pachnącymi ziołami. Super sprawa. Szybko, smacznie i zdrowo.
Wczorajsze ważenie zaległe:
Green book. Oskarowy film o podróży do własnego wnętrza. O tym, że trzeba przełamywać uprzedzenia, stereotypy, że każdy ma jakąś swoją własną opowieść i zawsze może być inspiracją dla innych, że możemy się wzajemnie ubogacać, ale że to wszystko nie jest łatwe i proste, zwłaszcza, jeśli żyje się w czasach rasizmu:
Żeby zmieniać ludzkie serca potrzeba odwagi…
Grał dziś Liverpool.
To był bardzo trudny mecz. Dawno tak się nie denerwowałem, ale wszystko dobre, co się dobrze kończy. A to się znowu skończyło dobrze. Warto jednak pamiętać, że to dopiero połowa sezonu i że do pełnego sukcesu będzie trzeba jeszcze sporo nerwów ( i paznokci) stracić.








