29 grudnia 2019 – dzień trzydziesty szósty

święta, święta i po świętach…

Dziś na obiad była tofucznica (wiadomo – niedziela), ale hitem dodatkowym był chlebek ryżowy.  Bardziej rodzaj grubego placka, pieczony 20 minut w piekarniku, z chrupiącą skórką, pysznym nadzieniem z pachnącymi  ziołami. Super sprawa. Szybko, smacznie i zdrowo. 

Wczorajsze ważenie zaległe:

 

Analiza statystyczna mojego ważenia wskazuje, że spadek jest, ale mniejszy, niż zakładałem. Przyjąłem pewne wartości, założyłem taki spadek, żeby w maju notować wagę poniżej 100 kg. Póki co, mam prawie dwa kilogramy powyżej zakładanego planu, więc muszę coś z tym zrobić. Na pewno rozwiązaniem jest więcej ruchu, ale na razie nie umiem się zdobyć na większe spacery.  
Dziś jedynie krótki spacer  do sklepu:
  



Green book. Oskarowy film o podróży do własnego wnętrza. O tym, że trzeba przełamywać uprzedzenia, stereotypy, że każdy ma jakąś swoją własną opowieść i zawsze może być inspiracją dla innych, że możemy się wzajemnie ubogacać, ale że to wszystko nie jest łatwe i proste, zwłaszcza, jeśli żyje się w czasach  rasizmu:


Jak mówi jedna z postaci filmu:

Żeby zmieniać ludzkie serca potrzeba odwagi…

Grał dziś Liverpool. 

To był bardzo trudny mecz.  Dawno tak się nie denerwowałem, ale wszystko dobre, co się dobrze kończy.  A to się znowu skończyło dobrze.  Warto jednak pamiętać, że to dopiero połowa sezonu i że do pełnego sukcesu będzie trzeba jeszcze sporo nerwów ( i paznokci) stracić.  


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *